Żegnaj się z nadzieją… czyli o pewnej lobotomii

Żegnaj się z nadzieją… czyli o pewnej lobotomii


Żegnaj się z nadzieją… Nie umiem nic na to poradzić, że gdy czytam książkę związaną z Alighierim tylko te słowa kołaczą mi się  po głowie. Myśl autora ucieka, gubię się i powoli osiadam w najniższym kręgu piekła – kręgu dla bezmyślnych konsumentów pulp-fiction i pulp-nonfiction. Bo jakże łatwo nam zapomnieć, że Florentczyk napisał coś więcej niż tylko La Divina Commedia. A doskonale pamięta o tym Tomasz Rowiński i dlatego możemy mu zawdzięczać bardzo ciekawy wstęp do rozważań o państwie i Kościele. Wstęp równie ciekawy co wymagający.

Nie ukrywajmy, autor jest w o wiele lepszej sytuacji niż czytelnik, pisanie tych esejów zajęło mu kilka lat – teraz wystarczyło „tylko” je zebrać. Czytelnik stykając się z tą obszerna książką – o ile nie jest to dla niego tylko sentymentalny powrót do dawnej lektury – musi przemyśleć ogromna liczbę faktów i idei prezentowanych przez Rowińskiego. Ale uprzedzając dalsze rozważania dodam od razu, że ten trud warto podjąć.

Kluczowy jest esej umieszczony w środku zbioru: Rządzą nami bękarty Dantego (można się tego domyślić po wspólnocie tytułu książki i tekstu), ponieważ właśnie w Monarchii  Alighieriego znajduje autor źródło intelektualnych poszukiwań uzasadnienia rozdziału władzy duchowej i świeckiej. Chyba najbardziej znany na świecie gibelin stanął po stronie sądu, że władza świecka (cesarska) pochodzi bezpośrednio od Boga i nie potrzeba jej kościelnego pośrednictwa. Jednakże poeta idzie o wiele dalej – jako pierwszy dokonuje radykalnej separacji dwóch władz, a następnie nie tyle daje prymat tej  świeckiej co odrzuca (a przynajmniej marginalizuje) władze duchową. A dokonuje tego poprzez swoiste unieważnienie celów jakie stawia sobie na  świecie Kościół. Przecież właśnie owe cele legitymizują władzę doczesną papieża i hierarchii kościelnej.

Refleksja nad myślą polityczną późnego średniowiecza pokazuje, jak w mentalności ludzi to, co duchowe, zostało pozbawione związków z tym, co rozumne, a przez to z tym, co uniwersalne. Chrześcijaństwo pozbawione znaczenia uniwersalnego traci swoją prawomocność niesienia rzeczywistości, staje się jedynie tradycją rozumianą redukcjonistycznie jako utrwalony zespół ludzkich działań, emocji, przesądów moralnych. Tę ideologiczną interpretację zawdzięczamy także Dantemu. (s.193)

 Zdaniem autora w tym właśnie momencie ruszyła lawina. Sam fakt napisania przez poetę-wygnańca tekstu o władzy świeckiej był zaledwie pierwszym kamyczkiem, ale od tego czasu narasta rzez stulecia lawina, która pokryła gołoborzem europejską cywilizację. Następuje bowiem erozja obu systemów – zarówno duchowego, jak i świeckiego – i niech nikomu się nie zdaje, że Rowiński uważa ten drugi element naszego życia za nieistotny i błahy. Otóż doszło do sytuacji gdy chrześcijanin może albo zaakceptować obecny system polityczny w całości (wraz z jego jawnie anty-chrześcijańskimi działaniami) lub w całości odrzucić. A przynosi to szkodę zarówno poszczególnym chrześcijanom-obywatelom (i ich duszom) jak i polityce i całej sferze państwowej. Wyzbycie się duchowego wymiaru życia publicznego (nie tylko politycznego) musi w swej konsekwencji prowadzić do czystej przemocy jako ostatecznego argumentu.

Warto w tym momencie zwrócić uwagę, że coraz częściej mylimy przymus, który jest narzędziem wspólnoty i ma na celu utrzymanie porządku od przemocy. Klasycznym tego przykładem są słowa byłego już ministra spraw wewnętrznych o tym, ze państwo ma monopol na przemoc. Warto przyjrzeć się tej dystynkcji, co robi w ciekawym tekście Małgorzata Borkowska (Bezsilna polityka? [w:] Człowiek i polityka. Księga jubileuszowa z okazji 65. Urodzin prof. Jerzego Gałkowskiego, red. Jan Kłos, Andrzej Noras, Wydawnictwo KUL, Lublin 2002, s. 25-33). Brak autorytetu w sferze publicznej powoduje przynajmniej kryzys, o ile nie kres legitymizacji władzy. I tak zamiast przymusu władzy pozostaje jedynie siła.

Bękarty Dantego współgrają z ta konstatacją, chociaż nie jest to zasadniczy wątek tej publikacji. Autor poświęca bowiem – pozornie niechcący i nieświadomie – erozji legitymizacji władzy w systemach europejskich. Także tej duchowej. Warto spojrzeć na rozważania o współczesnym świecie i Kościele oraz Polsce właśnie pod tym kątem. Gdzie jest porządek, który scala nasze życie? To jest podstawowy postulat badawczy zawarty w zbiorze. Nie znajdujemy go ani w neoromantyzmie proponowanym przez wielu współczesnych polskich autorów, z Jarosławem Rymkiewiczem na czele. Nie ma go też  propozycjach „Franciszkanizmu” – jak możemy określić propozycje wobec współczesnego świata kreowane przez entuzjastycznych i (często bezmyślnych) wielbicieli Ojca Świętego. Szereg elementów owej najbardziej podstawowej erozji widzi Rowiński także w polskim systemie politycznym.

Warto jednak zauważyć, że wartością zbioru jest to, że autor unika tanich i płaskich polemik na użytek codziennych sporów politycznych. Łatwo zauważyć gdzie leżą jego sympatie i antypatie (a należy to tej dziwnej części ludzkości co serce ma po prawej stronie) lecz są one nie źródłem lecz skutkiem rozważań zawartych w poszczególnych tekstach.

Warto tę jego analizę polityczności (umieszczonej na najwyższym poziomie rozważań, niepokojąco zbliżającym się do meta-polityki) rozpatrzyć na dwóch przykładach. Pierwszym jest krytyka „romantyzmu” be przerwy ujawniającego się w polskiej polityce. Spór o Wawel czy o krzyż ujawniły destrukcyjną silę romantyzmu w pełnej okazałości – twierdzi Rowiński.  

Jeśli osnową polskości jest państwo Polaków, z którym mamy wiele trudności, ale które dziś istnieje, oraz Kościół, niejednokrotnie będący w historii polskim interregnum w czasie niebytu państwa, to niewątpliwie ważne wątki romantyczne przenikające nasze myślenie stoją naprzeciwko tego, czym jest polskość. Tam, gdzie rzeczywistości Kościoła i państwa się stykają, romantyzm utrudnia polskości istnienie.(s. 34)

Twierdzi autor, że polski romantyzm charakteryzuje się twardym (nieomal brutalnym) rozdzieleniem wiary i rozumu. Forma proponowana przez „romantyków” – ów swoisty pathos – miota nas pomiędzy pragmatyzmem i idealizmem, nie pozostawiając miejsca na racjonalność, a tę – wbrew twierdzeniom wyrażanym od Alighieriego – może nam zapewnić tylko właściwy balans wiary i rozumu.

Nie w pogańskiej wolności jest zasadzona polska forma, ale w urabianiu przez czas, przestrzeń i łaskę – w realnych ramach zmagań o istnienie państwa chrześcijańskie go i równie realnych sakramentalnych ramach Kościoła. Tym właśnie jest hermeneutyka polskości. (s. 36-37)

Nie przekonuje mnie krytyka romantyzmu (ba nawet sama diagnoza owej romantycznej choroby) stawiana przez autora, jednakże jest ona zbyt dobrze uargumentowana byśmy mogli ją odrzucić w pierwszym czytaniu – jak obywatelski wniosek o cokolwiek. Może ktoś powinien pokusić się o dłuższa polemikę – może nawet ja sam – ale sprawa jest zawiła i obrasta w coraz obszerniejszą literaturę, pisaną z pozycja zarówno zwolenników, jak i przeciwników „polskiego romantyzmu”, o bezstronnych badaczach nie wspominając.

Owa polemika jest tym trudniejsza, że trzeba będzie się powoływać na teksty napisane już po powstaniu poszczególnych esejów Rowińskiego, co wymaga nie tylko subtelności ale i uczciwości intelektualnej. Nie ma czasu ani miejsca na to w tym omówieniu, jednakże warto będzie te sprawę jeszcze poruszyć.

Ciekawym sposobem analizy owej erozji autorytetu we władzy duchowej jest rozdział „Papiestwo końca świata”. Cztery teksty podejmujące krytykę obecnego pontyfikatu i jego entuzjastów są ciekawym wyzwaniem dla każdego katolika. Pisane jakiś czas temu będą żywym echem odbijać się w naszej codziennej recepcji życia Kościoła i namiestnika Chrystusowego. Nie będę tutaj ich szczegółowo omawiał – chciałbym jednak zwrócić uwagę na znaczenie słowa „krytyka”. W odniesieniu do Bękartów… używam go w tym najbardziej podstawowym znaczeniu. Nie chodzi bowiem o niszczenie i deprecjację. Rowiński dokonuje krytyki to znaczy analizuje i poszukuje sensu i znaczeń, czytelnik może sam dokonać oceny. Co nie oznacza, że nie widzimy co sądzi sam autor. Jego własne oceny są wyraziste i wyraźne. Ale nie odczuwam aby ani mi ani innym czytającym cokolwiek narzucał.

Polecam ten zbiór esejów z czystym sumieniem, bowiem warto zastanawiać się nad władzą duchową i świecką, oraz nad polską formą. Bękarty Dantego wpisują się w toczoną wokół nas debatę, wpisują się głosem donośnym i klarownym. A na dodatek są napisane ładną polszczyzną, co w polskiej publicystyce niekoniecznie jest oczywiste.

 

Tomasz Rowiński, Bękarty Dantego. Szkice o zanikaniu i odradzaniu się widzialnego chrześcijaństwa, Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2015, Biblioteka Christianitas

Tekst równolegle ukaże się na portalu rebelya.pl