Dnia ósmego wytłumaczą nam pismo

Dnia ósmego wytłumaczą nam pismo


Dwaj mężczyźni zmierzali z Jerozolimy do miasteczka Emaus. Nikt właściwie nie wie kto szedł, jaki był cel ich podróży i niemalże zapominamy, że owego celu nigdy nie osiągnęli. Ale nie jest to bynajmniej historia banalna, jest to jedno z tych wydarzeń, które są opowiadane przez lata. Dlatego, że spotkanie na drodze między Jerozolimą a Emaus było spotkaniem z Mesjaszem.

 Niepojęte, że Kleofas i jego towarzysz nie poznali od razu kim jest Ten, który pojawił się obok nich, przecież mowa o Człowieku, za którym podążali od pewnego czasu. O Nim rozmawiali, gdy ich zagadnął. Najważniejsza osoba w ich życiu. Nie tylko to zresztą jest w tej opowieści niezrozumiałe. Nie wiemy gdzie jest Emaus, nie wiemy kim był Kleofas i jego towarzysz, nie wiemy wreszcie w jakim celu zdążali z jednej miejscowości do drugiej. Nie wiemy nic, a przecież każdy uczeń Chrystusa zna tę historię i nigdy o niej nie powie, że jest błaha.

Nic zatem dziwnego, że ten fragment Dobrej Nowiny spisanej przez Łukasza, stał się tematem rozważań pobożnych chrześcijan, teologów, tematem sztuk plastycznych i literackich. Co pewien czas pojawia się kolejna książka na ten temat. Również wydawnictwo WIĘŹ , opublikowało książkę księdza profesora Andrzeja Draguły – „Emaus. Tajemnice dnia ósmego”.

Jest to książka podejmująca temat z  ogromną starannością, z jednej strony zbliżająca się do ulotnej linii, gdzie ogrom wiedzy oraz znajomość literatury staje się nieznośnym pokazem erudycji i nic tak naprawdę czytelnikowi już nie daje. Zbliża się, ale nie dochodzi…

I w tym miejscu musze wytknąć pewien brak. Wytyk dotyczy wydawnictwa, nie autora. Brakuje bibliografii, w dużej licznie cytatów i odniesień, często powtarzających się, w przypisach nader często zdarza się znaleźć skrót „dz. cytowane”. Nie mam czasu na wertowanie strona na tronie gdzie po raz pierwszy umieszczono stosowny odnośnik, dlatego też kilkakrotnie odruchowo szedłem na koniec tomiku w poszukiwaniu bibliografii. Po trzecim, czwartym razie dałem sobie spokój…

Z drugiej strony jest to książka pozwalająca czytelnikowi  na duchowe „przepracowanie” tematu. To ważne, ponieważ współcześnie w Kościele polskim (i nie tylko polskim) zbyt często stawia się na „klimaty” i odczucia, pomijając zupełnie wiedzę. Książka teologa może być pisana w sposób popularny i nie musi przytłaczać szeregiem trudnych słów. Teologia jest dziedziną łącząca wiedzę z duchowością. Jeżeli ktoś potrzebuje „coś czuć”, to powinien kupić sobie dezodorant, a nie książkę.

Czego zatem dowiadujemy się z książki? Naprawdę sporo, walor edukacyjny jest w niej naprawdę istotny. Pochlebiam sobie, że nienajgorzej stoję w znajomości literatury biblistycznej, a z książki prof. Draguły dowiedziałem się sporo. I to jest ogromy plus.

Jako plus chciałbym także ukazać układ książki, poszczególne rozdziały (rozdzialiki raczej) odnoszą się do kluczowych sformułowań w opowieści, które autor stara się wytłumaczyć. I to bynajmniej nie „po swojemu”, szereg odniesień do aktualnej literatury teologicznej, do papieża Franciszka, czy współczesnego obrazu świata czyni tę narrację tym ciekawszą, że bardziej zrozumiałą i bliższą czytelnikowi.

Wyliczę owe kluczowe punkty opowieści o drodze do Emaus, które stanowią konstrukcję ksiąski księdza profesora: Kleofas i ten drugi, Castellum Emaus, Smutek, Homilia, Oczy na uwięzi, Pisma, Zmierzch, Łamanie chleba Płonące serca, Powrót. Nie ma najmniejszego powodu zaprzeczać, że jest to adekwatne streszczenie całej historii.

 Jak tłumaczy te „kamienie milowe” opowieści autor Tajemnic dnia ósmego? Przykładem mogą być dwa kolejne rozdziały: Smutek i Homilia. Draguła zadaje pytanie o przyczyny smutku owych uczniów.  Odpowiedź wydaje się banalna – przecież zginął ich ukochany Mistrz. Ale jest w tym smutku coś więcej, odwołując się do literatury teologicznej, do wypowiedzi Franciszka, czy literatury pięknej, autor wskazuje jak głęboki jest sens opisywania ich smutku. To coś więcej niż tylko banalna konstatacja. Smutek jest egzystencjalnym wynikiem nieznajomości Zmartwychwstałego Chrystusa, braku spotkania Go po owej Wielkiej Nocy.

Podobnie jest z opisem rozmowy, jaką wiedli obaj wędrujący z Jerozolimy do Emaus. Autor wychodzi od podstaw – wyjaśnia jakie słowa użył autor i jak należy je rozumieć. Okazuje się, że nie rozmawiali ze sobą, lecz że wręcz kłócili. O co? Dlaczego? Ciekawsze jest jednak to, że w owym sporze ksiądz Draguła widzi początki teologii.

W kontekście Emaus można powiedzieć, że homilia jest rozmową sui generis, rozmową szczególnego rodzaju. To rozmowa, którą można nazwać przywołującą, albowiem czyni obecnym tego, o którym się rozmawia. Powtórzmy, Jezus zbliża się wtedy, gdy uczniowie rozprawiają o jego śmierci. Ten przywołujący charakter homilii jest możliwy pod jednym wszak warunkiem. Jezusa przywołuje jedynie rozmowa o Nim, każda inna nie ma i nie może mieć takiego znaczenia.

Teksty księdza Draguły warto czytać, nawet jeżeli się z nimi nie zgadzamy. Ja przeważnie się nie zgadzam ale ta książka w swej przeważającej części stanowi wyjątek. Nie mniej nie rozumiem dlaczego umieścił w niej rozdział odwołujący się do książki (noweli?) Szczypiorskiego I ominęli Emaus. Sam tekst nie jest szczególnie ciekawy i warto rozważań, ani ten rozdział nic istotnego nie wnosi  do książki, ksiądz profesor jednak uważa inaczej.

Natomiast zasadniczy sprzeciw budzi we mnie – już z cała pewnością zbędne – odwoływanie się do Kołakowskiego. Nie ma najmniejszego powodu aby opowieść o Emaus była rozpatrywana w kategoriach mitu. Może jestem zbyt purystyczny, ale nie jest ona mitem w żadnym znaczeniu tego słowa. Odwoływanie się do wciąż udającego zbliżanie się do nawrócenia ateistycznego filozofa nie przyniesie dobrych skutków. Jeżeli zatem „Emaus. Tajemnicy dnia ósmego” jest książką dobrą, to jestem wręcz zasmucony o ile byłaby lepsza, gdyby jej nie zatruła – znajdująca się u samej genezy – myśl Kołakowskiego.

Ale tyle uwag krytycznych. Doskonałą myślą jest wskazanie, że historia w drodze do Emaus wydarzyła się ósmego dnia. Przyznaję, nigdy mi to do głowy nie przyszło – ale jest to doskonała perspektywa interpretacyjna. A autor daje skrótową, ale nic nie trącącą na jakości wykładnie czym jest pojęcie dnia ósmego (a zarazem dnia trzeciego) w myśli chrześcijańskiej. Zaprawdę, ósmy dzień doskonale nadaje się na tłumaczenie Pisma. A z czytaniem książki zwlekać nie warto, pomoże nam w oczekiwaniu na ów Dzień.