Zawstydzony

Zawstydzony


Dzisiaj mam wolne - oznacza to, że nie jestem w pracy tylko w domu odrabiam zaległości, sprzątam i tak dalej... Takie dni są wypełnione po brzegi, a wieczorem zastawiasz się co właściwie cały dzień robiłeś. Codzienną krzątaninę przerwał mi dzwonek do drzwi, nie był to oczekiwany listonosz tylko para ludzi - mniej więcej w moim wieku. W ręku broszury i Pismo. Jasna sprawa - misjonarze: Świadkowie Jehowy, lub inna jeszcze dla mnie nieodgadniona grupa. 

Z przodu stoi kobieta, i zgodnie z zasadami nawiązywania kontaktów zaczyna: Czy Pan wie co jest najważniejsze na świecie? 

- Bardzo Państwa przepraszam, ale mam w domu sprzątanie i nie mogę zaprosić, jest mi nieco głupio...

Kobieta uśmiecha się wybaczająco i ponawia pytanie: Czy Pan wie co jest najważniejsze w świecie, co powinno być naszym celem?

Oczywiście, że wiem. Najważniejsze jest aby wszyscy zwrócili się do naszego Zbawiciela.

I w tym momencie widzę pewien popłoch w oczach tej kobiety i mężczyzny z tyłu, wyraźnie nie spodziewali się takiej odpowiedzi. Ale moja rozmówczyni nie traci równowagi psychicznej i zadaje pytanie dodatkowe: A jak do tego dążyć ?

- A to już chyba także dla Państwa jest oczywiste, powinniśmy się dużo modlić. Przede wszystkim modlitwa i zawierzenie. 

Teraz konsternacja była już wyraźnie widoczna. Ale również zaciekawienie. Takiego typa jeszcze w kolekcji nie mieli. Zatem musiało paść kolejne pytanie (znowu bardzo typowe dla wędrownych misjonarzy): A co Pan sadzi o tym co robimy? 

- Bardzo Państwa szanuję ale na mnie nie marnujcie czasu, będę się za was modlił


Odeszli, bardzo poruszeni, chyba nie dowierzając. Zapewne wrócą, i dobrze - porozmawiam z nimi o Miłosierdziu i Intronizacji. Ale mi tak naprawdę zrobiło się wstyd. Jeżeli misjonarzy wędrujących po Polsce zaskakuje odpowiedź, że Jezus jest Panem, to naprawdę niedobrze. Moje słowa powinny być banalne a nie nietypowe.


(A wszystko wydarzyło się niecałą godzinę temu).